wtorek, 9 lipca 2013

Marie Lu - „Legenda. Wybraniec"

„Legenda. Wybraniec” to kontynuacja przygód Day’a oraz June. Pierwsza część dostarczyła mi samych pozytywnych emocji. Po jej przeczytaniu, od razu zabrałam się za kolejną część. Musiałam jak najszybciej się dowiedzieć, co wydarzy się w życiu bohaterów. W Republice zachodzą wielkie zmiany. Elektor Primo umarł, a jego miejsce zajmuje syn, Anden. W tym samym czasie June i Day docierają do Vegas, gdzie dołączają do Patriotów, by ratować brata. Edena. W zamian za jego odnalezienie, główni bohaterowie muszą wziąć udział w zamachu na Andena. Jak się okazuje nowy Elektor Primo nie jest taki jak jego ojciec. Ten przywódca chce dobra dla mieszkańców. Co w tej sytuacji zrobią Day oraz June? Czy mimo wszystko go zabiją? Czy zrobią to, by ratować brata Day’a?

Autorka książki Marie Lu urodziła się w 1984 roku w Pekinie, w Chinach. Studiowała na University of Southern California. Zajmował się kiedyś tworzeniem gier komputerowych. „Rebeliant” to jej debiutancka książka, którą napisała pod wpływem Wiktora Hugo. Oglądają ekranizację „Nędzników” narodziła się historia Jane i Day’a oparta na relacjach pomiędzy kryminalistą, a detektywem.
„Day, ów chłopiec z ulicy, którego całym bogactwem było brudne ubranie i szczerość w oczach, zawładnął moim sercem. Jest najpiękniejszy na świecie, zarówno ciałem jak i duszą. Jest srebrnym błyskiem w świecie ciemności. Jest moim światłem.”
Uwielbiam czytać książki, które są dynamiczne oraz przepełnione niebezpiecznymi akcjami. Zachwalałam „Rebelianta”, a „Wybraniec” jest jeszcze lepszą powieścią. Bohaterowie zmagają się z jeszcze większymi problemami. Autorka bardziej rozbudowała wątek miłosny, co nie znaczy że brakuje scen brutalnych oraz krwawych. Widać, że nastąpił postęp w twórczości Marie Lu. Od samego początku coś się dzieje. Czytelnik nie ma czasu na odpoczynek. Jest wciągnięty w wir wydarzeń, których nie można przerwać. Rzadko spotyka się serie, w których kontynuacja jest lepsza od pierwszej części. Tutaj autorka zaskakuje. Losy Day;a oraz June przykuwają uwagę. Z zapartym tchem czytałam każdy kolejny rozdział. Poznajemy także nowych bohaterów, dobrych jak i złych. Nie każdy jest tym, za kogo się podaje. Niektórzy mogą więcej zaszkodzić głównym postaciom niż pomóc.

„Wybraniec” zasługuje na uwagę, ponieważ nie jest to zwykła książka. Charakteryzuje ją to, czego wymagam od dobrej powieści: wartka akcja, odpowiednio wykreowani bohaterowie oraz atmosfera pełna grozy. Ze strony na stronę napięcie rośnie coraz bardziej. Seria napisana przez autorkę zachwyca. Nie mogę się doczekać kolejnej części, która mam nadzieję, będzie na podobnym poziomie.



Ocena: 5/5
 
Autor: Marie Lu
Tytuł: „Legenda. Wybraniec” 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2013

Inspiracje part VII

Ta notka miał być opublikowana wczoraj, ale się nie wyrobiłam. Jestem po miesiącu ćwiczeń z Ewą Chodakowską. Zaczynałam od Skalpela, który w końcu zaczął mi się nudzić. Potem nadszedł na Trening z gwiazdami. Na początku była ok, ale potem dźwięk działał mi na nerwy. Od wczoraj ćwiczę z Mel B. Słyszałam o niej wiele dobrego. Jej ćwiczenia są podobno równie skuteczne.
Najbliższy miesiąc -> Mel B!





Będę pracować nad pośladkami, brzuchem oraz nogami. W sumie wychodzi około 40 minut. Myślę, że  ćwiczenia 6 razy w tygodniu + 1 dzień przerwy przyniosą efekty. Wczoraj było moje pierwsze spotkanie z Mel B.  Są o wiele bardziej męczące od Skalpela, jednak nie tak ciężkie jak Killer czy Turbo Spalanie. Poniżej kilka inspiracji. Kto jeszcze nie ćwiczy, niech dołączy do mnie :)









poniedziałek, 8 lipca 2013

Ilona Felicjańska, Aneta Pondo - "Cała prawda o..."



Kim jest Ilona Felicjańska? Urodziła się w 1973 roku w Łasku. Została II wicemiss Polonia. Brała udział w pokazach pret-a-porter. Zajmowała się także promowaniem wielu produktów. Założyła fundację „Niezapominajka”, by pomagać osobom chorym. Występowała w VIII edycji programu Taniec z gwiazdami. W 2010 roku spowodowała kolizję pod wpływem alkoholu…

Książka „Cała prawda o…” to całe życie Felicjańskiej przedstawione w wywiadzie. Aneta Pondo, która jest dziennikarką oraz redaktorem naczelnym czasopisma „Miasto Kobiet” rozmawia z Ilona na temat jej życia. Jest to zlepek wywiadów przeprowadzanych w różnych miejscach przez około 100 dni. Modelka odpowiada na pytania trudne, takie aby czytelnicy zrozumieli co działo się z Felicjańską, że jej życie wygląda aktualnie tak, a nie inaczej.

Zanim zabrałam się za tę książkę, przeczytałam w Internecie kilka recenzji. Były one pozytywne, dlatego myślałam że i mi się spodoba. Jednak zamiast współczuć Ilonie, zauważyłam, że robi z siebie ofiarę. Na początku byłam nastawiona optymistycznie. Pierwsze pytania dotyczyły modelingu. Wtedy to opowiada, jak wygląda rzeczywistość na wybiegu. Kolejne odpowiedzi dotyczą jej kariery, małżeństwa, fundacji. Gdy spowodowała kolizję i przyznała się do tego, że jest uzależniona od alkoholu ludzie się od niej odwrócili. Teraz następuje ten moment, kiedy powinnam się zlitować. Do tego nie doszło, ponieważ według mnie Felicjańska była sama sobie winna. W świecie show-biznesu była to sensacja. Podziwiam ją za to, że przyznała się do tego, iż pije. Odpowiada szczerze na każde pytanie. Chyba nawet zbyt dokładnie. Pewne wypowiedzi są zbędne, które mogłaby zachować dla siebie. Mam na myśli np. to zdanie: „... kazał sobie robić laskę, bo jestem jego żoną i to mój obowiązek”. Czy czytelnika interesuje to, co mówił jej mąż w łóżku?

Wcześniej nie interesowałam się życiem modelki. Książkę przeczytałam, dlatego że opis był bardzo zachęcający. Faktycznie życie Ilony nie było usłane różami, jednak każdy z nas ma jakieś problemy. Nie ona sama na tym świecie zmaga się, np. z alkoholizmem. Wiem, że Felicjanska chciała pokazać, co było przyczyną uzależnienia, jej problemów w domu i pracy. Choć pomagała ludziom potrzebującym, to po kolizji pozostała sama. Rozumiem, że mogło ją to zaboleć, jednak ta książka to wołanie: „Zobaczcie, jak przez was cierpię”. Podczas czytania miałam wrażenie, że ona chce za wszelką cenę zwrócić uwagę na swój stan psychiczny. Ilona oskarża każdego, ale nie siebie. Była afera z nagimi fotkami. Mogła liczyć się z tym, że w końcu trafią do gazety. Jednak ona każdy swój błąd tłumaczy tym, że była samotna.

Jak dla mnie nie jest to zbyt interesująca książka. Nie znałam dokładnie historii Felicjańskiej. Po tej lekturze widzę, że jest to kobieta, która w ogóle nie radzi sobie w życia, a całą winę zrzuca na rodzinę oraz znajomych. „Cała prawda o..” to obszerny wywiad, który nie jest wart jakiejkolwiek uwagi.

Ocena: 1/5
Autor: Ilona Felicjańska, Aneta Pondo
Tytuł: „Cała prawda o...” 
Wydawnictwo: Mira
Ilość stron: 320
Rok wydania: 2013

niedziela, 7 lipca 2013

Płyn do ochrony jamy ustnej DentoFresh

Otrzymałam niedawno do testowania płyn do codziennej ochrony jamy ustnej firmy DentoFresh. Buteleczka wystarczyła mi na około dwa tygodnie.Płyn ma bardzo ładny kolor - turkusowy. Do buteleczki dołączony jest kubeczek z miarką. Jaki jest skład tego produktu? Zawiera naturalne olejki eteryczne: miętowy, tymiankowy, szałwiowy oraz eukaliptusowy i ich składniki: mentol, tymol i eukaliptol. Dlaczego wybrano te składniki? Mięta ma właściwości regeneracyjne oraz przeciwzapalne, podobnie jak szałwia. Tymianek zatrzymuje rozwój bakterii, a eukaliptus działa przeciwwirusowo.

 


Po użyciu płynu nasz oddech jest świeży, miętowy. Efekt utrzymuje się przez kilkanaście minut. Produkt ten nie jest ostry, jak np. Listerine. Należy on do płynów delikatnych. Z pewnością zatrzymuje odkładanie płytki nazębnej. Czy hamuje krwawienie z dziąseł? Nie wiem, ponieważ nigdy nie miałam z tym problemu. Jednak moje wrażenia po użyciu tego produktu są bardzo pozytywne. Główną zaletą jest to, że nie ma w nim alkoholu. Z pewnością kupię ten płyn.

sobota, 6 lipca 2013

Robert Kirkam, Jay Bonansinga - "The Walking Dead. Narodziny Gubernatora"



Serial „The Walking Dead” cieszy się popularnością w USA, ale także w Polsce. Obejrzałam wszystkie odcinki, czyli trzy sezony. Kolejny będzie emitowany w październiku Gdy się dowiedziałam, że jest w sprzedaży książka dotycząca tego serialu, wiedziałam że muszę ją przeczytać.

Autorami powieści są Robert Kirkam oraz Jay Bonansinga. Pierwszy ma status jednego z najlepszych scenarzystów dzięki serii „The Walkind Dead”. Zdobył wiele nagród, między innymi Eisnera, Eagle, Harvey’a. Był Człowiekiem Roku 2010. Magazyn The Time zaliczył jego dwa komiksy „Battle Pope” oraz „Invincible” do najważniejszych komiksów minionej dekady”.
Jay jest jednym z najbardziej pomysłowych pisarzy. Pisze brutalne opowiadania, które rozgrywają się w psychotycznym wszechświecie. Jego debiutancka powieść „The Black Mariah” znalazła się w finale nagrody im. Brama Stokera.

W trzecim sezonie serialu The Walking Dead poznajemy Gubernatora, który rządzi Woodsbury. Jest bezwzględnym i brutalnym człowiekiem. Zabija tych, którzy wejdą mu w drogę. Głowy umarłych trzyma w wielkim akwarium. Przez magazyn „Wizard” został okrzyknięty „Złoczyńcą roku”. „The Walking Dead. Narodziny Gubernatora” to książka, dzięki której poznajemy tego mężczyznę zanim zaczyna rządzić w Woodsbury. Co sprawiło, że stał się takim człowiekiem?

Powieść ta jest doskonałym uzupełnieniem serialu, w którym nie była przedstawiona historia Philip’a. Akcja rozpoczyna się kilka tygodni po wybuchu epidemii. Bohaterowie walczą o przetrwanie. Ludzie z niewiadomych przyczyn zamieniają się w zombie. Atakują każdą żywą istotę. Główny motyw książki jest taki jak w serialu. Zdrowi uciekają przed zombie, muszą szukać schronienia oraz pokarmu. Bohaterami w książce są: rodzeństwo Blake, ich przyjaciel Nick oraz córka jednego z braci, Penny. W każdej postaci zachodzą zmiany w psychice. Zaraza sprawiła, że muszą zabijać.

Książka trzyma czytelnika w napięciu. Podczas czytania czuć tę atmosferę pełną grozy. Podobnie jak w serialu, sceny są brutalne z dokładnymi opisami. „The Walking Dead. Narodziny Gubernatora” to powieść, która pokazuje zmiany wewnętrzne u osób, które nie zamieniły się w zombie. Bohaterowie musieli bardzo szybko zaklimatyzować się w nowej rzeczywistości. Książka zaskakuje oraz sprawia, że pojawia się „gęsia skórka”. Narodziny Gubernatora nie były wcale takie jak mogłoby się wydawać. Jeżeli jesteście ciekawi kim jest Philip z Woodsbury, to przeczytajcie tę powieść. Z pewnością nie będziecie zawiedzeni.
Jedyną wadą są błędy występujące w książce, np. bezsensowne zdania, literówki oraz pomylone imiona.

Ocena: 4/5

Autor: Robert Kirkam oraz Jay Bonansinga
Tytuł:„The Walking Dead. Narodziny Gubernatora”” 
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 364
Rok wydania: 2011
 

czwartek, 4 lipca 2013

Inspiracje part VI

Wcześniej publikowałam zdjęcia motywujące do ćwiczeń oraz odchudzania. Stwierdziłam, że warto też pokazywać fotki o innej tematyce. Głównie mam na myśli piękne włosy, fajne stylizacje, makijaże oraz ciekawie pomalowane paznokcie. Mam nadzieję, że te posty przypadną Wam do gustu i z chęcią będziecie je oglądać.






środa, 3 lipca 2013

Crème Solaire SPF 30 Embryolisse

Ochrona twarzy podczas takich upałów jest bardzo ważna. Należy dobrać odpowiedni krem z filtrem, aby uniknąć poparzenia. W ostatnim czasie zanim szłam się opalać smarowałam skórę produktem Crème Solaire SPF 30 firmy Embryolisse. Po kilku godzinach przebywania na słońcu moja twarz nie była czerwona. Krem przeciwsłoneczny sprawił, że nabrałam ładnego brązowego koloru. Ten kosmetyk to połączenie filtrów przeciwsłonecznych, witamin przeciwutleniających z ochroną mineralną. Ma kremową konsystencję. Bardzo dobrze się rozsmarowuje i szybko się wchłania. Ma bardzo ładny zapach. Do posmarowania twarzy nie potrzeba zbyt dużo kremu, jest wydajny. Nie pozostawia tłustej warstwy. Produkt znajduje się w opakowaniu z pompką. Nie miałam z nią żadnego problemu, nie zacina się.
Krem można także stosować jako zwykły krem na dzień. Odżywia oraz sprawia, że skóra staje się delikatna i przyjemna. Producent twierdzi, że także silnie ujędrniona. Tego nie mogę stwierdzić, gdyż nie mam problemów ze sprężystością skóry na twarzy.



Był to mój drugi produkt z firmy Embryolisse. Możecie go kupić na stronie internetowej embryolisse.pl. Na chwilę obecną mogę stwierdzić, że kosmetyki tej marki są bardzo dobre i warto zwrócić na nie uwagę. Krem przeciwsłoneczny radzi sobie świetnie. Ma wysoki filtr przez co jesteśmy chronieni przez ostre promienie słoneczne. Nie wysusza, nie bieli oraz nie zapycha. Cena dosyć wysoka, bo ponad 60 zł. Ale działa skutecznie, więc jego zakup to bardzo wybór wybór.


wtorek, 2 lipca 2013

Puder



Ten artykuł został napisany dla strony iperfumy.pl

Według wikipedii puder to kosmetyk kolorowy służący do pokrywania nierówności i przebarwień. Może mieć własności matujące, rozświetlające, liftingujące lub nawilżające. Używam go każdego dnia, głównie po to by zmatowić skórę oraz ukryć niedoskonałości mojej cery. Dzięki niemu możemy wymodelować rysy, utrwalić makijaż, rozświetlić lub przyciemnić skórę. Wszystko zależy od tego, na który rodzaj pudru się zdecydujesz. Wybór jest bardzo szeroki.

Co sprawia, że ten kosmetyk działa w ten sposób? Swoje właściwości zawdzięcza głównie ditlenkowi tytanu oraz tlenkowi cynku, które dają efekt kryjący. Stearynian cynku poprawia przyleganie do skóry. Rozprowadzanie pudru ułatwia talk, który nadaje poślizg. Twarz staje się matowa dzięki temu, że kosmetyk zawiera kaolin. Ważne są oczywiście pigmenty kolorowe, które nadają odpowiedni odcień. Dzięki skrobi kukurydzianej oraz ryżowej i wazelinie, puder nie obsypuje się.

W starożytności używano kredy, mąki, ołowianego pyłu. Nie były to produkty zdrowe, ani trwałe. Dopiero w 1750 roku we Francji powstała pierwsza manufaktura pudru. Produkt stosowany był po to, by chronić przed bakteriami oraz ukryć brud. Puder był nie tylko dla kobiet, ale i mężczyzn. Używano go na twarz, dekolt, ręce, biust, a nawet nogi. W 1905 roku ukazały się pierwsze reklamy tego kosmetyku. Początkowo sprzedawano je w kartonowych pudełkach. Dopiero potem zaczęto produkować plastikowe pudełka.

Są dwa rodzaje tego kosmetyku:

- puder sypki, który łączy się z podkładem. Przedłuża trwałość makijażu oraz może być wykorzystywany jako baza pod cienie. Chroni także przed promieniami UV. W sklepach znajdziemy pudry koloryzujące, które są w różnych odcieniach: ciepłych i zimnych. Pozostawiają na skórze delikatny odcień inny od naszej cery. Dla mnie najważniejsze jest to by był transparentny, czyli przezroczysty. Nie nadaje koloru, ale utrwala makijaż oraz matowi twarz. Idealnie ukrywają błyszczącą się skórę. Pudry mineralne są w ostatnim czasie popularne, głównie dlatego że nie zatykają porów. Produkowane są tylko z naturalnych minerałów i działają korzystnie na cerę. Jeżeli masz skórę z trądzikiem, zaskórnikami oraz wypryskami będzie idealny dla Ciebie. Puder mineralny nie zawiera talku ani uczulających konserwantów. Wchłania serum oraz zapobiega świeceniu się skóry.

- puder prasowany, którego nie należy używać na całą twarz. Służy on głównie do ukrycia drobnych niedoskonałości. Puder barwiący musimy dobrać tak, aby był w odcieniu naszej cery. Za pomocą pudru brązującego możemy wysmuklić twarz. W jaki sposób należy go nakładać? Jeżeli masz twarz okrągłą to aplikuj puder na kości policzkowe. Osoby, które mają kwadratowy kształt muszą nakładać kosmetyk po obu stronach żuchwy, na kości policzkowe oraz nad brwiami. Masz podłużną twarz? Nałóż puder na kości policzkowe, a także po bokach brody. Jeśli chcesz rozświetlić swoją skórę należy kupić puder rozświetlający, który zawiera brokat. Dzięki temu uzyskamy promienną i świeżą cerę.

Czego możemy użyć do aplikacji pudru? Często dołączona jest do opakowania gąbeczka. Podczas aplikacji należy uważać, tak by nie stworzyć maski. Ważne jest to, aby puder był nałożony równomiernie. Lepiej nakładać ten kosmetyk dużym i szerokim pędzlem.

Na stronie iperfumy.pl znajdziecie pudry prasowane, jak i sypkie. Wybór jest naprawdę duży. W zależności od tego czy szukasz produktów matujących, brązujących czy rozświetlających. Znajdziesz tam kosmetyki takich marek jak: Lancome, L´Oréal Paris, Clinique, Maybelline, Bourjois, Mary Kay czy Avon.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Simon Van Booy - „Wszystko, co piękne, zaczęło się potem”




Według Roberta Olen Butlera, który jest laureatem nagrody Pulitzera „Wszystko, co piękne, zaczęło się potem” to boleśnie piękna książka. Czy na powieść zasługuje na taką opinię? Moje zdanie jest zupełnie inne. Uważam, że ta pozycja nie wyróżnia się niczym szczególnym i choć mogłaby zmusić czytelnika do refleksji nad losami bohaterów, to tego w ogóle nie robi.

Autorem książki jest Simon Van Booy, który urodził się w Wielkiej Brytanii. Aktualnie mieszka w Nowym Jorku, gdzie pracuje przy programie edukacyjnym Rutgers Early College oraz uczy w School of Visual Arts. Otrzymał nagrodę Frank O’Connor International Short Story Award za zbiór opowiadań „Love Begins In Winter”. Jego książki przetłumaczono na kilkanaście języków. Miesiąc temu w USA ukazała się jego druga powieść pt. „The Illusion of Separateness”.

„Wszystko, co piękne, zaczęło się potem” to powieść napisana z punktu widzenia trzech postaci. Poznajemy ich przeszłość, okoliczności w których się poznali oraz dalsze losy. Rebecca to młoda kobieta, która pracowała wcześniej jako stewardessa. Przyjechała do Aten, by rozwijać swój talent malarski. Tam poznała samotnego mężczyznę. George jest absolwentem renomowanych amerykańskich uczelni. W Atenach zajmował się badaniem języka starożytnego. Oboje spotykali się, rozmawiali, aż zaczęli się przyjaźnić. Potem poszli razem do łóżka. George’owi, Rebecca nie była obojętna. Jednak gdy kobieta poznała zdolnego archeologa, który pracował przy wykopaliskach, przestaje spotykać się z Georgem. Henry to mężczyzna, który ucieka przed przeszłością. Rebecca to kobieta, dzięki której jego życie się odmienia. Zakochują się w sobie. Przez przypadek Henry poznaje George’a. Zaprzyjaźniają się.

Powstaje typowy trójkąt, często spotykany w literaturze. Rebecca jest z Henrym, a George choć ją kocha to tylko przyjacielem. Spotykają się, spędzają ze sobą czas. Każdy jest dla siebie miły, choć to według mnie wymuszone zachowanie. Pierwsza połowa książki jest nużąca. Nie dzieje się nic emocjonującego. Potem następuje moment, który zmienia życie każdego bohatera. W tym momencie czytelnik powinien się wzruszyć. Jednak autor opisał wszystko w taki sposób, że nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia. Druga połowa powieści też nie należy do ciekawych i zapierających dech w piersiach.

Książka ma ponad 300 stron. Każda kartka to dokładne opisy zbędnych rozmów i widoków. Miałam nadzieję, że autor sprawi, że czytelnik poczuje atmosferę Aten. Niestety, są to jedynie puste zdania bez żadnych emocji. Spodziewałam się zupełnie innej książki. Opis na okładce jest intrygujący. Wydarzenia, które się dzieją nudne. Bohaterowie należą do osób zwykłych. Mogliby faktycznie istnieć, ponieważ nie są idealni. Pod tym względem autor poradził sobie dobrze. I chyba tylko w tej kwestii. Jest to jedyny plus tej książki.

Zastanawiam się co widział w tej powieści Robert Olen Butler. Dla mnie nie była to „boleśnie piękna książka”. Autor miał dobrą koncepcję, ale wykonanie słabe. Myślałam, że to ambitna lektura, a po jej przeczytaniu będę przez długi czas myśleć o bohaterach. Nie dostałam tego co chciałam, dlatego nie polecam tej powieści.

Ocena: 2/5

Autor: Simon Van Booy
Tytuł: „Wszystko, co piękne, zaczęło się potem” 
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2013