czwartek, 1 sierpnia 2013

Wyniki konkursów

W ostatnim czasie zorganizowałam dwa konkursy: na blogu jak i na Facebooku. Bardzo dziękuję za udział w zabawie. Wreszcie nadszedł czas na ogłoszenie zwycięzców.

Przypominam, że na Facebooku do wygrania była książka Nicholasa Sparksa "I wciąż ją kocham". Powieść ta trafi do....

Na blogu mogliście wziąć udział w konkursie "Stripe up your life", który organizowałam we współpracy z firmą Stabilo. Oto dwie zwycięskie prace:

I miejsce


II miejsce


Co Ty robisz, żeby życie było ekscytujące i kolorowe?
Żeby życie miało smaczek, trzeba mieć swoje pasje...
Ja mam kilka ich-
Więc przedstawię najważniejsze z nich:
-samochodem jazda- to czysta jest frajda,
-uprawianie sportu- medali zdobywanie- wspaniałe pewności siebie budowanie!
-zwierzęta uwielbiam też, bo w nich siła, bo z nimi lepiej w życiu jest!
-roślinki w doniczkach, w ogródku mam- zieleń dookoła służy nam!
-uwielbiam też podróże małe i duże- i jeszcze z ukochaną osobą- to naprawdę świetna rzecz!
-i dzieciaczki moje małe- sprawiają, że mój świat jest barwny, kolorowy,
Wesoły!
Bo, żeby życie miało smaczek, trzeba mieć swoje pasje...!
Gratuluję osobom, które wygrały. Mam nadzieję, że konkursy Wam się podobały i następnym razem równie chętnie weźniecie udział :)

środa, 31 lipca 2013

Nowości od Femi


Ostatnio podzieliłam się z Wami wrażeniami po stosowaniu balsamu Słodziutki Amor oraz olejku słonecznym Cocoa Samba. Dzisiaj otrzymalam kolejne produkty do testowania. Są to dwa małe testery kremu pod oczy i kremu różanego na dzień, próbka zmysłowego olejku dla niego i produkt pełnowymiarowy, który kosztuje 168 złotych: zmysłowy olejek dla niej.

Olejek zmysłowy dla Niej, przeznaczony do pielęgnacji i masażu ciała, nasyca kompozycja eterycznych afrodyzjaków z paczuli, ylang-ylang oraz jaśminu, wzbogacona nutą dojrzałych owoców i przypraw z Dalekiego Wschodu. Olejek zawiera wyciągi z pączków kaparów i Centella asiatica. Pozostawia skórę gładką, jak atłas i niewymownie przyjemną w dotyku. Wonne ciało wytwarza feromony i wodzi na pokuszenie.



Bardzo jestem ciekawa jak sprawdzi się ten olejek na mojej skórze. Może któraś z Was go stosuje?
Te produkty znajdziecie na stronie Femi.pl

wtorek, 30 lipca 2013

Suplement diety Mega Krzem AvetPHARMA po dwóch tygodniach


Dwa tygodnie temu wspominałam, że dostałam do testowania suplement diety: Mega Krzem. Według zaleceń producenta brałam jedną tabletkę każdego dnia. Jakie są moje pierwsze wrażenia? Miałam nadzieję, że pomogą one rozdwojonym i słabym paznokciom. Oczekiwałam tego, iż się wzmocnią oraz zaczną szybciej rosnąć. Co prawda dwa tygodnie stosowania to nie jest długi okres czasu. Na chwilę obecną nie widzę żadnych efektów.



Tabletki są dosyć duże. Podczas połykania można poczuć ich nieprzyjemny smak. Warto mieć przy sobie szklankę wody do popicia. Zapach też, niestety  nie należy do ciekawych. Ale są to w końcu tabletki. Nie ma co je oglądać, ani wąchać tylko połykać i czekać na efekty. Mam nadzieję, że dalsze stosowanie tego suplementu diety sprawi, iż jednak moje paznokcie i włosy będą w lepszej kondycji.

Mega Krzem możecie kupić na stronie avetpharmasklep.pl lub na Facebooku MEGAkrzem

Izabela Jung - "Chuliganka"


„Chuliganka” to debiutancka książka Izabeli Jung. Główną bohaterką powieści jest Ewa, która ma dzieci, męża, dom i pracę. Mogłoby się wydawać, że nie potrzebuje nic więcej do szczęścia. Jednak gdy pierwszy raz spotyka mężczyznę o imieniu Zeliem, okazuje się, iż jest gotowa zaryzykować utratą rodziny dla obcego Czeczeńca. Poznali się w jej mieszkaniu, gdzie pracował wraz z grupą remontową. Zaczęło się od przelotnych spojrzeń, nieśmiałych uśmiechów… Mężczyzna zmienił życie Ewy. Sprawił, że przestała racjonalnie myśleć, stała się odważna, zaczęła dążyć do realizacji swoich pragnień. Zeliem obudził w niej nowe emocje, których nie odczuwała obok męża. Ze spokojnej Ewy narodziła się inna osoba. Tytułowa chuliganka dostaje to czego pragnie.

Akcja książki rozgrywa się w Polsce. Bohaterami są nie tylko Polacy, ale także Czeczeni. Jako czytelnicy jesteśmy świadkami rodzącego się uczucia między głównymi postaciami. Początkowo ich relacje są nieśmiałe, Zeliem czuje się niepewnie, gdyż Ewa ma męża. Jednak kobieta nie odczuwała szczęścia, przy boku swego małżonka. Dopiero Czeczeniec sprawił, iż „odżyła” i „narodziła się na nowo”. Choć rozumiem Ewę, to irytowała mnie swoimi myślami. Widziała tylko swojego kochanka. Poza nim nie widziała świata. Przestała się martwić tym, że mąż zauważy zmiany w jej zachowaniu. Zaufała mężczyźnie, który nie szanował kobiet ani nie mówił prawdy. Zeliem tłumaczy wszystko swoją kulturą, jednak on po prostu manipulował główną bohaterką. Sprawił, że robiła wszystko czego on zapragnął.
„Nie miałam pojęcia jak sobie pomóc. Jak zapomnieć? Jak sobie przetłumaczyć? Jak przestać kochać? Jak nie myśleć? Jak nie mieć nadziei? Jak wyrzucić, wymazać z siebie?”
Cała książka poświęcona jest relacji między głównymi bohaterami. Liczyłam na pełną napięcia powieść, która będzie zaskakiwać. Jak się okazało „Chuliganka” to spokojna, bardziej refleksyjna książka. Początek bardzo mi się podobał. Spotkanie Zeliema, rodząca się miłości… Jednak z czasem zaczęłam się nudzić. Ich spotkania były monotonne, niczym się niewyróżniające. Autorka bardziej zwraca uwagę na to jak mogą potoczyć się losy. Życie zaskakuje i nigdy nie wiemy co nas spotka.

Po przeczytaniu tej książki mam mieszane odczucia. Z jednej strony Izabela Jung miała bardzo dobry pomysł na swoją powieść, jednak nie do końca wykorzystała swój potencjał. Zabrakło większych emocji oraz scen, które poruszą czytelnika. Liczyłam na to, że „Chuliganka” mnie zaskoczy oraz zachwyci. Nie przywiązałam się do żadnego z bohaterów, ich losy były dla mnie obojętne. Jest to powieść, którą się po prostu czyta, a potem o niej zapomina.

Ocena: 2/5

Autor: Izabela Jung
Tytuł: „Chuliganka” 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2013

poniedziałek, 29 lipca 2013

Antybakteryjna pianka do mycia twarzy FlosLek


Z serii Anti Acne stosowałam już tonik normalizujący oraz krem matujący. Produkty jak najbardziej się sprawdziły, dlatego z chęcią przetestowałam antybakteryjną piankę do mycia twarzy firmy FlosLek. Znajduje się ona w butelce, która zawiera 250 ml tego kosmetyku. Jak widać na zdjęciu, produkt wydobywa się dzięki pompce, która niestety zaskakuje. Pierwsze użycie zakończyło się wystrzałem pianki na ścianę. Pod tym względem kosmetyk okazał się być totalnym niewypałem. Czasami się zacina, trzeba uważać, żeby trafić faktycznie na rękę, a nie na inne miejsca.
Produkt ten używałam rano oraz wieczorem. Pianka jest bardzo delikatna, o ładnym zapachu. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem. Skóra po użyciu jest oczyszczona oraz odświeżona. Choć w składzie widzimy iż zawiera Sodium Laureth Sulfate, nie zauważyłam aby wpłynął on niekorzystnie na moją cerę. Nie wysuszył ani nie wywołał świądu.



Podczas stosowania pianki antybakteryjnej na mojej twarzy, zaczęło pojawiać się mniej "niespodzianek". Produkt ten jest bardzo wydajny. Po miesiącu mam wrażenie, że zużyłam jej bardzo niewiele. Pianka kosztuje około 20 złotych, co nie jest ceną wygórowaną, biorąc pod uwagę jej wydajność.

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, Niacinamide, Faex Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Ammonium Glycyrrhizate, Panthenol, Propylene Glycol, Zinc Gluconate, Caffeine, Biotin, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Extract, Saponaria Officinalis Leaf/Root Extract, Fucus Vesiculosus Extract,  Polysorbate 20, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Sodium Salicylate, Disodium EDTA, Lactic Acid, Allantoin.

niedziela, 28 lipca 2013

Inspiracje part IX

Temperatura coraz wyższa. W pokoju mam 30 stopni. Co z tego, że okna są szeroko otwarte skoro nie ma żadnego wiatru. Ostatnio odpuszczam sobie ćwiczenia. Niestety przez tę pogodę nie mam sił. Ćwiczę tylko 10 minut przed spaniem z Mel B na pośladki. Mało, mało, jeszcze raz mało. Mam nadzieję, że w końcu będzie choć trochę chłodniej, tak że w końcu będzie mi się chciało ruszać przez 40 minut. Czy tylko u mnie nastąpił taki spadek aktywności? Staram się to nadrobić nad jeziorem. Sporo pływam, ale czuję, że za mało. Dzisiaj trochę inspiracji. Może zmotywują i mnie do działania ;)
Od wczoraj walczyłam nad szablonem. Chciałam mieć nagłówek w pasku bocznym, ale przez to blog był szeroki i niezbyt estetyczny. Musiałam powrócić do normalnego szablonu. Teraz jest bardziej letni. Jak Wam się podoba?








sobota, 27 lipca 2013

Odżywka Pearl Complex do włosów i skóry


Od Ambasady Piękna otrzymałam do testowania odżywkę CHI Pearl Complex. Znajdowała się ona w małej buteleczce, w której mieściło się 15 ml produktu. Na początku zastanawiałam się, czy w ogóle ta odżywka zadziała i wystarczy na moje długie włosy. Jak się okazało kompleks z perły i białej trufli ma gęstą, tłustą konsystencję. Wystarczą dwie duże krople, by rozetrzeć na całej długości włosów. Odżywka jest wydajna. Zapach ma bardzo ładny, który utrzymuje się przez dłuższy czas po nałożeniu.


Używałam jej codziennie. Zauważyłam, że moje włosy są lśniące oraz gładsze. Produkt wpłynął także korzystnie na rozdwojone końcówki. Nie są już tak łamliwe ani zniszczone. Oprócz tego odżywka chroni przed wysoką temperaturą. Można spokojnie używać suszarki jak i prostownicy. Co najważniejsze produkt nie obciąża włosów. Taka mała buteleczka kosztuje 7 złotych, a wystarcza na około 8 razy. Zachęcam do zakupu.

piątek, 26 lipca 2013

Olejek słoneczny Cocoa Samba FEMI

Lato to czas kiedy można wreszcie się opalać, spędzać czas na świeżym powietrzu. Uwielbiam wylegiwać się na leżaku i łapać promienie słoneczne. Ważna jest wtedy ochrona skóry przed promieniami UV. Od FEMI dostałam do testowania olejek słoneczny Cocoa Samba. Produkt nie należy do tanich, gdyż kosztuje 100 złotych. Jednak jest to kosmetyk, który ma w składzie tylko naturalne składniki.
Butelka zawiera 200 ml olejku, który wystarcza na dłuższy czas. Aby posmarować całe ciało wystarczy nam niewiele tego produktu. Kosmetyk ten ma żółty kolor, a konsystencją typową dla olejków. Gdy otworzyłam butelkę okazało się, że produkt ten ma delikatne grudki oleju shea. Jednak nie zatykały one rurki i pompka działała bez zarzutów.
Produkt ma piękny zapach, który poprawia nastrój. Rozsmarowywanie na skórze to sama przyjemność. Olejek dosyć szybko się wchłania, nie brudzi odzieży.
Olejek Cocoa Samba to kompozycja egzotycznych olei roślinnych w tym kokosowego, z masłosza i masła kakaowego. W naturalnych miejscach, w których te rośliny rosną, otrzymane z nich oleje są stosowane tradycyjnie do ochrony skóry przed słońcem i codziennej jej pielęgnacji.
Oleje te dzięki zawartości cennych substancji odżywczych, w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E i karotenoidów wywierają korzystny wpływ na skórę w postaci nawilżenia, regeneracji i wzmocnienia bariery ochronnej skóry. Olejek Cocoa Samba nadaje opaleniźnie piękny koloryt o złotym odcieniu. A ciepła orientalna woń olejków eterycznych wnosi powiew lata w nawet najbardziej pochmurny dzień.
Olejek można stosować do opalania, biorąc pod uwagę swoją tolerancję na słońce, po opalaniu, w solarium, do aromaterapeutycznego masażu ciała i twarzy i zawsze kiedy ma się na to ochotę, do codziennej pielęgnacji ciała i twarzy.
 

Olejek sprawdził się idealnie pod każdym względem. Stosowałam go przed opalaniem, po opalaniu oraz na co dzień. Pierwsze zastosowanie było dla mnie zaskoczeniem. Olejek nie zawiera filtrów chroniących przed słońcem. Zawsze wyjście na dwór bez żadnego kremu kończyło się poparzoną skórą. Spędziłam na leżaku około dwie godziny. Okazało się, że moja skóra nabrała ładnego brązowego koloru. Byłam zaskoczona działaniem tego produktu.
Olejek wypróbowałam także po opalaniu, gdy miałam czerwoną skórę. Po wysmarowaniu już mnie tak nie parzyło. Na drugi dzień miałam ładne opalone plecy. Jak widać na razie same plusy. Cocoa Samba zaskakuje bardzo pozytywnie.Używałam  go także po kąpieli. Dzięki niemu moja skóra była nawilżona oraz wygładzona. Czy warto kupić ten produkt? Oczywiście, że tak. Sprawdza się w 100%.
Produkt ten znajdziecie na stronie femi.pl

czwartek, 25 lipca 2013

Pomadka do ust Cantare Editt Cosmetics


Pamiętacie jak pokazywałam zdjęcia gigantycznej przesyłki od Editt Cosmetics? Od razu zaczęłam testowanie. Na pierwszy rzut poszła pomadka do ust, która ma piękny różowy odcień z delikatnymi drobinkami. Jest miękka, dzięki czemu aplikacja jest prosta i szybka. Rozprowadzanie na ustach jak najbardziej na plus. Kolejną zaletą jest cena. Produkt kosztuje 3 złote. Znajdzie go na stronie editt.pl. Jest duży wybór kolorów. Moja pomadka niestety nie ma numerka. Podejrzewam jednak, że to 15.




Pomadka ma delikatny, przyjemny zapach. Należy ona do wydajnych oraz dobrze kryjących produktów. Trwałość tego kosmetyku to jedyny minus, który zaobserwowałam. Bez picia i jedzenie utrzymuje się przez maksymalnie dwie godziny. Natomiast po spożyciu czegokolwiek, pomadka od razu schodzi z ust. Jednak pamiętajmy, że ten kosmetyk kosztuje tylko 3 złote. Za taką cenę warto się skusić. Co najważniejsze produkt nie wysusza warg.
Miałyście tę pomadkę? Jakie są Wasze opinie?